M.I.P.A. 2007

mipa-award-2007 Zdobywca nagrody M.I.P.A (Musikmesse International Press Award)
Benny GrebBrann DailorChris AdlerDaniel SvenssonDerek RoddyJaska RaatikainenJason BittnerJean paul GasterMike TerranaRodney HolmesThomas LangTrevor lawrence
Start arrow Nowości arrow Thomas Lang - dla Top Drummer
Thomas Lang - dla Top Drummer

Thomas Lang - wywiad dla To Drummer  

Z treści zawartej w dwóch książkach Tomasa Langa – „Creative Control” i „Creative Coordination”, które miałem okazję przeglądać, przesłuchiwać załączone płyty CD i recenzować dla naszego Magazynu, wynika dla mnie pewna oczywistość – wirtuozeria i klasa perkusisty – Tomasa Langa, nie podlega kwestii i jest poza wszelkimi wątpliwościami.

Jednakże, będąc od pewnego czasu redaktorem pisma dla perkusistów, zacząłem odczuwać pewne rozdwojenie pomiędzy dwoma zasadniczymi poglądami na sprawę perkusji i perkusistów. Te dwa poglądy to dwie rózne drogi, jakie wybrali muzycy – perkusiści, nazwijmy ich, „wyczynowi”, funkcjonujący na rynku stricte perkusyjnym czy warsztatowym, oraz perkusiści „muzycyakompaniatorzy”, dla których perkusja jest narzędziem współtworzenia muzyki, a którzy pierwiastek czysto perkusyjny eksponują zazwyczaj na dalszym planie, o ile eksponują go w ogóle. Rozmowa z Thomasem Langiem, jaka miała miejsce przy okazji jego wizyty w warszawskim Hard Rock Cafe, toczyła się wokół tych przemyśleń.

Jacek Pelc, TopDrummer: Jako że materiał na Twoich perkusyjnych płytach jest, powiedziałbym, bardzo rewolucyjny, a wiem, że jesteś też cenionym akompaniatorem, proszę powiedz, jaką muzykę najbardziej lubisz i jakie masz do niej podejście.

Tomas Lang: Lubię muzykę, która jest nowoczesna, kreatywna i posiada artystyczną integralność. Nie jestem purystą, jeśli chodzi o style muzyczne. Uważam, że jazz może mieć te wszystkie zalety i cechy charakterystyczne, tak samo metal, czasami muzyka taneczna czy elektroniczna. Oznacza to w sumie, że mój smak muzyczny jest eklektyczny i że wybieram każdą muzykę, która spełnia te wszystkie wymagania: artystycznej integralności, kreatywności i nowoczesności. Nie przepadam za starą muzyką, nie słucham czegoś, co spełnia wyłącznie jeden – komercyjny cel i nie lubię muzyki, która jest wyłącznie reprodukcją czegoś, co słyszałem wcześniej. Stylistycznie słucham wszystkiego od jazzu przez metal do klasyki. Czasami wyłapuję pojedyncze elementy z innych gatunków, o ile spełniają moje uprzednio wymienione wymagania.

Jesteś autorem i wykonawcą najlepiej sprzedających się wydawnictw w ofercie Hudson Music. Twoje publikacje przez parę miesięcy zajmowały na liście europejskich bestsellerów dwa pierwsze miejsca. Sądzę, że nasi Czytelnicy chętnie dowiedzą się, jak postrzegasz oba te wydawnictwa – „Creative Coordination” i „Creative Control”. Jakie dostrzegasz w nich cechy wspólne, a jakie różnice?

„Creative Control” to materiał, który określiłbym bardziej jako snapshot – kadr łapiący niektóre moje pomysły w momencie, kiedy nagrywałem to DVD*. Była to szybka i zrealizowana w krótkim terminie produkcja. W momencie, kiedy firma Hudson Music zaproponowała mi jej nagranie, zdecydowałem się wybrać coś w rodzaju przeglądu czy demonstracji moich technik oraz podejścia do grania. Próbowałem zaprezentować swoje spojrzenie na wszystko to, co może przemawiać do nowoczesnych perkusistów zainteresowanych elementami perkusyjnymi na różnych poziomach, co może pomóc w rozwoju techniki, mechaniki, elementów typu showmanship, etc. To jest obrazwspółczesnego bębnienia, podejścia i technik. Potem, gdy to DVD okazało się wielkim sukcesem światowym, odbyłem trasę promocyjną i otrzymałem wiele pytań od słuchaczy dotyczących wielu szczegółów tego, cotam zagrałem – głównie koordynacji i techniki grania nogami. Zatem drugi materiał DVD („Creative Coordination”) stał się bardziej szczegółowym wglądem w to,co prezentowała pierwsza płyta i zawiera odpowiedzi na poszczególne pytania: głównie dotyczące sprawy etod ćwiczenia i techniki, jak ćwiczyć efektywnie, jak grać multipedałowe orkiestracje, jak ćwiczyć efektywnie granie stopami, jak ćwiczyć koordynację, niezależność. Zatem jest to program polegający na bardzo głębokiej i szczegółowej analizie specyficznego materiału. Oczywiście zawiera też informacje o tym, jak zastosować wszystkie te elementy w kontekście muzycznym wraz z odnośnymi demonstracjami. Podsumowując, pierwszy materiał jest bardziej ogólny, a drugi bardziej szczegółowy.

Czyli drugi materiał jest konsekwencją pierwszego – są to typowo perkusyjne materiały?

Tak, oczywiście, to materiały typowo techniczne, które nie mają wiele wspólnego z muzyką. Ale pomysł zrealizowania i promocji tych produktów zrodził się z moich doświadczeń w przemyśle muzycznym, w którym pracowałem od ponad dwudziestu lat – na trasach z zespołami, komponując dla zespołów czy jako producent espołów. Tak więc miałem świadomość, że jeśli masz jakiś produkt natury muzycznej, to musisz w celu jego wypromowania ruszyć w trasę i prezentować go live. Nie wystarczy wydrukować ogłoszenia w prasie czy w telewizji. Trzeba go pokazać ludziom z bliska, agrać, zademonstrować. Myślę, że byłem pierwszym, który wraz z firmą Hudson Music „nacisnął na cyngiel” w sprawie uzyskania adekwatnego odbioru naszego wspólnego produktu. Stało się to wtedy, kiedy postanowiliśmy zrobić serię promocyjnych koncertów live w celu pobudzenia zainteresowania publiczności. Potraktowaliśmy promocję tego DVD tak samo, jak traktuje się promocję tradycyjnej płyty CD audio z nagraniem zespołu. Na bazie tego pomysłu, po pozyskaniu sponsorów takich jak Sonor, Meinl, Vic Firth, Remo, Hardcases , oczywiście, Hudson Music, w 2004 roku zorganizowaliśmy trasę promocyjną naokoło świata, na którą złożyło się ponad 200 klinik – sam wiesz, że to dużo...Nigdy przedtem tego nie robiłem, z pierwszymi klinikami wystartowałem krótko przed tą akcją, w 2001 roku. A tu próbowaliśmy zmierzyć się ze skalą globalną – zagraliśmy prawie wszędzie: w Europie, Azji, Australii, Nowej Zelandii, USA, Kanadzie i Ameryce Południowej. To było bardzo interesujące i ciekawe doświadczenie, którego nigdy przedtem nie przeżyłem. Zawsze byłem muzykiem zespołowym – w trasie, z kolegami i wszystkimi tymi aspektami socjalnymi i wspólnym graniem na scenie. A tutaj grałem wyłącznie bardzo wyczerpujące koncerty solowe wymagające zupełnie innego podejścia. Ale ta ciężka praca okazała się bardzo satysfakcjonująca i dała mi dużo radości.

Thomas Lang

Ponieważ rozmawiamy przed Twoim show w Hard Rock Cafe, powiedz, czego słuchacze mogą się dzisiaj po Tobie spodziewać.

Zaprezentuję parę utworów z ostatniego DVD „Creative Coordination”, zagram improwizowane solo, postaram się sprowokować pytania publiczności, na które w miarę możliwości odpowiem. Generalnie będę sobą i zaprezentuję samego siebie. Nie mam jakichś z góry ustalonych intencji, będę się kierował intuicją. Moje granie będzie zależne od wielu czynników takich jak reakcja publiczności czy brzmienie moich bębnów na estradzie. Będę grał na ucho, zawsze tak robię. Postaram się wypaść jak najlepiej, spowodować, że moje popisy będą ekscytujące, spektakularne i dobrze przyjęte. Jako że jest to przedstawienie perkusisty dla perkusistów, będę starał się grać odpowiednio do tej sytuacji. To nie jest moja codzienna praca jak wtedy, kiedy gram z zespołem – wiesz, wówczas gram dla muzyki i służę muzyce, więcej słucham i akompaniuję. Natomiast kiedy gram jako perkusista dla bębniarzy, wówczas jest inaczej, staram się błyszczeć, grać w sposób przemawiający do perkusistów, wszystko musi być eksplodujące, sound musi być wielki.

Brzmi to świetnie! Powiedz nam teraz o zespołach, w których działasz jako perkusista, o muzykach, nazwiskach i tak dalej.

Największą część tego, co robię i zawsze robiłem, stanowi współpraca z zespołami i muzykami. Na dobrą sprawę nigdy nie byłem perkusistą „klinicznym” (clinic drummer) i zawsze pracowałem jako session man, a z klinikami wystartowałem w znaczący sposób dopiero po roku 2000. W środowisku perkusistów zakodował się bardzo silny obraz mojej osoby, bo wielu perkusistów to hipokryci – śledzą wyłącznie te wydarzenia, które ograniczają się do biznesu perkusyjnego, a nie bardzo są na bieżąco z wydarzeniami w przemyśle muzycznym. Nie to zmienia faktu, że zawsze byłem członkiem zespołów i muzykiem sesyjnym. Oczywiście wliczam w to również swoje zespoły. W tym roku zagrałem dwie trasy koncertowe wiosną i latem włoską wokalistką Gianną Nannini, z którą współpracuję od blisko 10 lat. Ona jest wielką gwiazdą estrady we Włoszech – odnosi tam spore sukcesy. Wszędzie graliśmy na wyprzedanych stadionach. Dla niej także zajmowałem się produkcją piosenek. Kolejnym artystą, z którym gram, jest Sertab Erner z Turcji – również eksponowana postać, o czym świadczyć może obecność w zespole takich muzyków jak Al Di Meola, Trilok Gurtu czy Alan Pasqua – fantastyczna obsada. Z kolei jednym z moich zespołów jest The STORKS z siedzibą w Los Angeles, gdzie na gitarze gra Shane Gibson, a na basie Kai Kurosawa. Shane gra również w innych zespołach, obecnie jest w trasie z Jonathanem Davisem. Miałem też zespół SAVE THE ROBOTS przez jakieś 10 lat, parę razy wystąpiliśmy tutaj na Jazz Jamboree w latach 90., obecnie po długiej przerwie w działalności odnawiamy naszą współpracę. Cóż jeszcze? Wykonałem sporo pracy w studio, na przykład w tym roku zagrałem z australijskim wirtuozem gitary Jeremy’m Barnesem na sesji płytowej z zespołem speed metalowym CROM`S WAKE z udziałem wspaniałego, utalentowanego heavy metalowego skrzypka i wokalisty Antonio Pontarelliego. Nagrałem album z Shane`m, kolejny z grupą The STORKS, jeszcze jeden z progresywno-rockowym zespołem PULSE, w którym grają Tony Levin, Jeff Downes i wokalista Nick D’Virgilio. Te zajęcia, jak mówiłem, to moja główna codzienna robota. Natomiast moja praca warsztatowa może być dla społeczności perkusyjnej myląca, bo oczywiście drummerzy czytają głównie magazyny perkusyjne, gdzie anonsowane są wyłącznie moje poczynania stricte perkusyjne, reklamowane moje produkty, czy prezentowane firmy perkusyjne, z którymi współpracuję na zasadach endorsementu. Daje to mniej więcej obraz tego, jak układają się moje zajęcia na scenie perkusyjnej, ale tak naprawdę wcale nie robię tak wielu klinik... Jedynym rokiem, w którym naprawdę wykonałem trasę, jak sądzę, największą w historii warsztatów perkusyjnych, był rok 2004. Głównym powodem był fakt, że byłem w stanie zaaranżować wtedy mój kalendarz wokół mojej rodziny i moich dwóch synów, których mogłem zabierać ze sobą. Zatem było to udane połączenie promocji moich produktów z życiem rodzinnym, wiesz zapewne, co mam na myśli. Dla mnie osobiście kliniki są zaszczytem, wielką przyjemnością, znakomitą zabawą czuję się szczęśliwy, że mogę to robić. Ale powtarzam, że moim głównym, priorytetowym zajęciem w muzycznym biznesie jest współpraca z zespołami i innymi muzykami.


To właśnie spróbuję zrobić, czyli zaprezentować Ciebie jako nie tylko perkusistę, ale również, a może przede wszystkim jako pełnowymiarowego muzyka. Pozwól, że zadam Ci teraz parę standardowych pytań Top Drummerskich...

OK. Proszę bardzo.

Twoje pierwsze pieniądze, które zarobiłeś jako perkusista...

Niech pomyślę... O ile pamiętam, grałem gig z lokalnym zespołem, kiedy dorastałem, oczywiście w Austrii. To było taneczne party... Miałem wtedy 12 lub 13 lat, grałem w zespole jazzowym w stylu dixieland. Wykonywaliśmy ragtime’y i znane piosenki dixielandowe. Zespół nazywał się GROOVE TOP JAZZ BAND i dość często występowałem z nim na podobnych imprezach. Wtedy zacząłem zarabiać pieniądze... Nie pamiętam dokładnie, ale było to coś pomiędzy 200-300 szylingów za show. Dla ucznia podstawówki, którym wtedy byłem, taki dochód był całkiem znaczący. Z tego typu zespołami utrzymywałem kontakt aż do ukończenia szkoły, kiedy miałem już 18 lat. Zarabiałem całkiem nieźle, a rodzice przestali mi dawać kieszonkowe, już kiedy miałem 13 lat. Byłem z tego dumny i poznawałem w ten sposób finansowy aspekt mojego życia.

Twoje pierwsze instrumenty...

Pierwsze były: flet i fortepian. Po pewnym czasie zapytałem moją matkę o pozwolenie na granie na bębnach. Grałem już na flecie od trzeciego roku życia, ale matka powiedziała, że owszem – będę mógł studiować granie na bębnach, ale tylko w takim przypadku, gdy będę grał równocześnie na „prawdziwym” instrumencie. Zatem zacząłem naukę na fortepianie i perkusji w wieku pięciu lat. Na fortepianie uczyłem się grać przez około osiem lat, potem kontynuowałem naukę na bębnach, a fortepian zamieniłem na bas. Do dzisiaj gram sporo na basie, nawet w trasach z Gianną, czasami z zespołami lokalnymi. Robię na basie dużo nagrań, na przykład na swoich płytach, to mój drugi instrument. Korzystam również często z fortepianu, szczególnie przy pisaniu muzyki lub jej programowaniu.

Thomas Lang oficjalny endorser Meinl

Kolejne standardowe pytanie – jeśli możesz, wymień pięć płyt, które zabrałbyś ze sobą na bezludną wyspę...

Niech pomyślę... Donald Fagen – „The Night Fly”, The Police – „Reggatta de Blanc”, Frank Zappa – „Joe`s Garrage”, Robert Shumann – „Kinderlieder”, John Coltrane & Johnny Hartman – o ile pamiętam, ten album nazywa się „You Are Too Beautiful”.

Teraz, jeśli pozwolisz, pytanie warsztatowe: jak ćwiczyłeś sprawność Twoich nóg? Jest ona ewidentnie zadziwiająca, posługujesz się bowiem dużą liczbą pedałów.

Bez względu na ilość pedałów do obsłużenia, przede wszystkim musiałbyś się przyjrzeć kompletowi pedałów, którego używam, zestawowi tomów, werbli i talerzy na górze zestawu, tam są rozmaite brzmienia, które tworzą całość. Ta kombinacja brzmień powoduje, że można wymyślać z nich nową fakturę perkusyjną. Używam rozmaitych brzmień pod moimi pedałami dla osiągnięcia tych celów. Technika grania na poszczególnych pedałach podlega niewielkim zmianom, ale w zasadzie jest techniką moich stóp, a nie techniką zależną na przykład od tego, czy nogami generuję w danym momencie brzmienie bębnów basowych, hi-hatów, tomów, werbli, gongów czy czegokolwiek innego. Musisz trenować po prostu technikę stóp i na niej się koncentrować, a ta technika pozwoli ci kontrolować każdy pedał, na przykład pedał z cow bellem, kontrolować rozmaite poziomy dynamiczne czy dźwięki, etc.

Moja najlepsza forma pracy nad nogami miała swoje początki w studiowaniu książek napisanych na werbel. Taka forma była prosta, tania i dostępna w czasach, kiedy zaczynałem. Grałem nogami ćwiczenia napisane z myślą o rękach. Wtedy nie było książek dla studentów pod tytułem „double bass drum book” czy czegoś takiego. Zatem wszystkie moje książki na werbel wykorzystałem do ćwiczeń nad moimi stopami, próbując zagrać zawarte w nich ćwiczenia tymi samymi metodami i posługując się tymi samymi koncepcjami: z zachowaniem dynamiki, układu i kolejności nóg, rytmicznej precyzji i dokładności. Wszelkie szczegóły, które rękami wykonuje się z użyciem palców i nadgarstków, dźwięki tłumione (grane pałką przyciśniętą do membrany), starałem się wykonywać nogami. Zacząłem z piętami opartymi o podłoże (heel down) wykonując kilka rodzajów tych uderzeń, potem zacząłem próbować uzyskać nad tym większą kontrolę i zwiększać tempo, następnie te same ćwiczenia wykonywałem z piętami uniesionymi w powietrzu (heel up). Obecnie mogę więc stosować obie te techniki dla wykonania na przykład akcentów (tu Thomas demonstruje kilkanaście uderzeń stopami w podłogę o różnej głośności) – widzisz? Jest to podobny koncept jak w graniu rękami. Zatem uważam, że w dzisiejszym współczesnym high-endowym graniu na bębnach wymagana jest technika operowania nogami równa technice rąk. Szczególnie w takich stylach jak metal – bazujących na specyficznym brzmieniu, granie nogami jest niezwykle ważne i wymagające. Obecnie bęben basowy powoli przejmuje funkcje hi-hatu z poprzednich stylów jak na przykład funk. Szesnastki wykonywane uprzednio na hi-hacie są obecnie grane na bębnie basowym (tu Thomas znów demonstruje parę onomatopeicznych dźwięków perkusyjno-rytmicznych). Jest to po prostu wymóg współczesności i ewolucji muzyki zmuszający do sięgania po te techniki dla zagrania triol, ósemek, ozdobników i innych wartości na bębnie basowym. Podsumowując – ćwiczyłem nogami tak, by osiągnąć w miarę możliwości sprawność podobną do rąk. Zajęło mi to ładnych parę lat pracy i wymagało sporej dyscypliny... Ale też zawsze miałem z tym dużo dobrej zabawy myślę, że ćwiczyłem całkiem efektywnie, nigdy nie marnowałem czasu, moje ćwiczenia były bardzo skoncentrowane i intensywne. Miałem za młodu bardzo dobrego nauczyciela, który najpierw nauczył mnie jak ćwiczyć, a dopiero potem pokazał mi jak grać. Zatem już jako dobry samodzielny i efektywnie działający praktykant, spędzałem o wiele mniej czasu od innych perkusistów nad osiągnięciem celu. Koncentrowałem się bardzo również z tego powodu, by mieć więcej czasu na życie pozamuzyczne.

Co chciałbyś przekazać naszym Czytelnikom od siebie?

Chciałbym mieć jakieś specjalne tajemnice albo sekrety do przekazania, ale jak nad tym pomyślę, jak się sobie przyglądam, to – niestety – nie mam ic takiego. Dla mnie głównym celem w życiu jest jego przyjemne spędzanie. Czerpanie przyjemności z życia i z wykonywanego zawodu to jest to, co mógłbym zarekomendować wszystkim. Wiesz, niektórzy wpadają na punkcie muzyki w paranoję, albo są paranoikami na punkcie bębnienia i bycia lepszym lub dla osiągnięcia czegoś więcej. Ja wierzę, że połączenie prawdziwego talentu i pasji to coś, co samo się napędza i powoduje, że jesteś lepszym człowiekiem i muzykiem. Nie wolno się dać wciągnąć przez negatywne wydarzenia! Cieszcie się życiem – trzeba mieć pozytywne do niego podejście i dzielić się z ludźmi pozytywnymi uczuciami. Niepowodzenia nie powinny przejąć decydującej roli w twoim życiu, należy je przezwyciężać sukcesami.

Nie przejmujmy się za bardzo sprzętem, nie ulegajmy paranoi na punkcie kątów nachylenia pedałów, czy kątów ustawienia bijaków w stopach, czy siłą ciągu sprężyny, wagą pałek, problemami rozgrzewki przed występem – zapomnijcie o tym.Po prostu zagrajcie świetny show i podzielcie się z ludźmi swoim dobrym samopoczuciem. Nie ulegajcie sztucznej presji na temat tego jak drummer powinien wyglądać, czy co powinien robić, nie twórzcie fałszywych obrazów samych siebie. Nie ulegajcie bezsensownej presji dotyczącej szybkości waszego grania. Uważam, że bycie muzykiem jest przekuwaniem hobby w zawód – to prawdziwy przywilej i życiowa przyjemność.

Jeszcze na koniec takie pytanie: co sądzisz o rekordach szybkości w perkusyjnym świecie? Czy kiedykolwiek brałeś czymś takim udział?

Nie brałem udziału w tego typu zawodach. Oczywiście wiem, jakie są moje możliwości i ograniczenia...Ale generalnie uważam, że takie zawody na najszybszego perkusistę świata są bardzo pozytywną sprawą. Tego typu konkurencyjny aspekt sprowadza zbliża bardzo wiele dzieciaków do społeczności perkusyjnej. Dzieciaki te w żaden inny sposób nie dałyby się w to wciągnąć. Myślę, że konkursy na najszybszych perkusistów powodują wiele napięcia, emocji i są bardzo eksponowane w mediach. Na przykład w Stanach finały takich konkursów dostały się na antenę bardzo popularnego kanału telewizji sportowej (ESPN), który jest oglądany przez wielomilionową widownię, a to z pewnością przynosi światowi perkusyjnemu wyłączenie pozytywne skutki. Oczywiście można się sprzeczać na temat braku kontekstu muzycznego tego typu konkursów. Ale tu nie ma muzycznego kontekstu to jest wyłącznie sprawa szybkiego grania i tak to się nazywa – konkurs na najszybszego perkusistę świata – to nie nazywa się „konkurs na najbardziej muzykalnego perkusistę świata” ani „konkurs na najspokojniejszego perkusistę świata”. Tu chodzi tylko o szybkość, to jest wyłącznie wyścig – frajda, element konkurencji i show.

Niektórzy perkusiści uważają to za kompletny nonsens...

Wszyscy wiemy, że tu nie chodzi o muzykę, wiemy, że nonsensem byłoby przykładanie to tego jakichkolwiek parametrów muzycznych. Ale element na styku testosteronu, wyścigów i szybkości jest czymś, co bardzo przyciąga młode dzieciaki, bo w naturze każdego leży chęć bycia najlepszym – w tym przypadku najszybszym. Ludzie dzięki temu interesują się perkusją, mówią o perkusji, takie konkursy przyciągają tłumy i moim zdaniem to jest całkowicie pozytywne – oczywiście przy zachowaniu całego rozsądku i dystansu. Być może ktoś, kto został przyciągnięty przez element szybkości, zainteresuje się tematem bębnów głębiej, kiedy pozna, że szybkość nie jest jedyną cechą tego instrumentu, że granie wolne i spokojne w konkretnej muzyce jest tak samo ważne jak granie szybkie i głośne. Ale uważam, że to dobry punkt startowy dla rozpoczęcia prawidłowej edukacji o perkusji w kontekście muzycznym.

Dzięki za bardzo interesującą wypowiedź w tej sprawie, jak również za cały wywiad.

*Zarówno „Creative Control”, jak i „Creative Coordination” ukazały się w wersji książkowej z dołączoną płytą CD z wersjami utworów pełnymi i minus drums oraz w postaci płyt DVD o tych samych tytułach – przyp. TD. 

Wywiad z Thomasem Langiem przeprowadził dla Top Drummer: Jacek Pelc.
Tekst udostępniono dzięki uprzejmości redakcji TOP DRUMMER  

Dziękujemy bardzo.
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
GBM Polska. Polski dystrybutor Meinl | Talerze, perkusje, instrumenty perkusyjne.